21.09.2014

Biedronka na diecie- tydzień IX i X

Jeszcze dwa tygodnie temu miałam masę planów związanych z wakacjami- oto nadchodziły upragnione dni, podczas których miałam nadrobić zaległości blogowe, posprzątać tu i ówdzie, ale przede wszystkim dać czadu w kwestiach sportowo-dietetycznych. To miała być moja ostatnia prosta na której miałam przybliżyć do realizacji celów, o których pisałam tutaj
Jak wyszło? Tego dowiecie się z dzisiejszego wpisu.


Chyba jestem już w takim wieku, że podczas urlopu chęć wrzucenia na luz i oddania się błogiemu nicnierobieniu i lenistwu jest silniejsza od chęci nadrobienia rozmaitych zaległości. To czas, w którym można ułożyć plan działania na przyszłość, ustalić priorytety, zadecydować w których aspektach życia należy zwolnić, co odpuścić a za co należy się zabrać. Takie też były dla mnie minione tygodnie.  Spędziłam te wakacje tak jak chciałam- było leniwie, nieśpiesznie, odpuściliśmy zaplanowane wcześniej wycieczki wygrzewając się w zamian za to na słońcu, a planowanie posiłków zamieniłam na myślenie o niczym lub o przyszłości. Było po prostu cudnie.


To, co w związku z powyższym zeszło na dalszy plan to dieta. Nie miałam ani siły ani ochoty szczegółowo planować jadłospisu, zdarzało mi się, że zapominałam robić zdjęć tego, co jem (stąd nie znajdziecie ich w tym poście), podjadałam też "poza planem". Popełniłam następujące grzechy:
  • jadłam regularnie, ale ilość posiłków spadła z 6 do 4 
  • odeszłam od picia wody w ilości zalecanej przez Monikę
  • o ile dwa pierwsze posiłki trzymały fason, to na obiad i kolację zdarzało mi się zjeść i pizzę, i chińczyka, rybę z frytkami (żaden tam filecik gotowany na parze, tylko klasyczna, nadmorska ryba w panierce), kiełbasę z grilla
  • moja dyscyplina, jeśli chodzi o słodycze i napoje przestała istnieć-> w ciągu minionych dwóch tygodni wchłonęłam w sumie 500g czekolady, 3 desery lodowe, kilka piw (z sokiem). Mam też na koncie kilka puszek z napojami słodzonymi

Więcej grzechów nie pamiętam :)

Aby ograniczyć ryzyko wystąpienia "depresji popomiarowej" codziennie starałam się uprawiać sport. Pogoda tak nas rozpieszczała, że odpuściłam wizyty w klubach fitness na rzecz aktywności na świeżym powietrzu.  I tak, na moim koncie znalazło się:
  • 28 km przebiegniętych plażą 
  • 16 km pokonanych marszem brzegiem morza 
  • 31 km przejechanych na rowerze

WYNIKI 
Dziś rano dokonałam pomiarów. Mając na względzie powyższe "grzeszki" spodziewałam się, że co nieco przybędzie. Okazało się, że nie ma tragedii. Waga nie drgnęła, dwa obwody pozostały bez zmian, w jednym jest redukcja o 1 cm (!), a w dwóch przybyło mi po jednym centymetrze. 

WNIOSKI
Do zakończenia Wakacyjnej Akcji Motywacyjnej został tydzień ( wcześniej pomyliłam się w wyliczeniach zakładając, że projekt trwa o jeden tydzień dłużej) i już wiem, że nie osiągnę w terminie zaplanowanych celów. Wiem, że przykręcając śrubę podczas urlopu mogłabym je zrealizować. Wszystko jest jednak kwestią wyboru. Czy czuję, że zmarnowałam urlop cofając się tak naprawdę do wyników jakie miałam 4 tygodnie temu? Absolutnie nie. Świadomie wrzuciłam na luz wybierając to, co w danym momencie było dla mnie ważniejsze. Tym bardziej, że za tydzień kończy się dla mnie  pewien etap, a nie cała akcja. . O tym jednak napiszę Wam więcej już w przyszłą niedzielę! 
Aby nie było niedomówień- nie rezygnuję, nie poddaję się. Założone podczas WAM cele zamierzam osiągnąć, tyle że ich realizacja zajmie mi kilka tygodni więcej, niż planowałam. 

1 komentarz :

Krzysiek G pisze...

Gratuluje długiego wytrwania.

font-family: 'Comfortaa', cursive;